Nie wiem czy ktoś jeszcze dziś pamięta Amicisa. Tej nocy przyśniły mi się jego opowiadania. Bardzo je przeżywałam w tzw. latach szczenięcych. Czytając roniłam morze łez. Marco szukał matki aż pod Apeninami. Śledziłam na mapie jego drogę poszukiwań. Chyba od tego zaczęła się moja "miłość" do geografii. Nad pisarczykiem z Florencji też się wypłakałam ze wzruszenia. Tych opowiadań nie zapomniałam w najmniejszych szczegółach. Teraz wyszukałam je. Wydały mi się kiczowatymi wyciskaczami łez i to mnie zasmuciło, rozczarowało. Czy w dzisiejszych czasach ktoś by uwierzył w taką historię? Czy wzruszyłaby? wycisnęła łzę? Wątpię by w ogóle podobne sytuacje, opisane w opowiadaniu, miałyby mieć miejsce, mogły zaistnieć. Czyżbyśmy byli już niewrażliwi? Zbyt wiele filmów, dramatów, katastrof w natłoku informacji, którymi jesteśmy karmieni, uodporniło nas i nasze dzieci tak od działania jak i empatii, bo o poświęceniach nawet nie marzę. A może mi się tylko wydaje ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz