PAPIEROŚNICA
Pierwsze dni maja 1945 były ciepłe i słoneczne. Miała przed sobą parę kilometrów marszu. Kilka metrów przed nią szedł wolnym krokiem mężczyzna w łachmanach, okrywających jakby znajomą sylwetkę. To był dr
Jan J. - lekarz z sąsiedniego miasteczka, którego ostatni raz widziała tuż przed
wybuchem wojny. Dogoniła go. Nie od razu ją rozpoznał, bowiem przez lata wojny z
podlotka wyrosła na kobietę. Zaprosiła doktora na obiad do domu. Po drodze
opowiedział jej w skrócie, że stracił cała rodzinę i cały majątek. Nie wiedział gdzie
zginęła jego liczna rodzina. W Treblince, Majdanku, czy Auschwitz ? Nie wiedział,
gdzie się podziać i dokąd udać, właściwie to tylko chciał odwiedzić ich przyjazny dom.
W domu czekał na Annę Ojciec. Już na progu obaj panowie uściskali się serdecznie.
Ostatnio w tym domu grali razem w brydża w sierpniu 1939 roku… Boże, ile od tego
czasu się wydarzyło! Tylko niespełna 6 lat a wydarzeń i emocji mnóstwo, tragicznych i
szczęśliwych przypadków. Dużo było do opowiadania. Po obiedzie panowie poszli do
gabinetu na pogawędkę oraz gorącą herbatę ze świeżej mięty. Spodziewano się lada
dzień, lada chwila ogłoszenia końca wojny i kapitulacji Niemiec. Z Lublina nadchodziły wieści o utworzonym nowym rządzie. Pachniało wojną domową. Było więc o czym dyskutować.
W trakcie rozmowy Ojciec Anny wyjął z długiej szuflady czarnego dębowego biurka złotą papierośnicę i podał ją gościowi.
Doktor Jan zaniemówił, opadł na oparcie skórzanego fotela. Tego samego, w którym siedział tamtego lata w 1939 roku, kiedy to zaginęła mu owa papierośnica.
Historię papierośnicy doktor słuchał z niedowierzaniem. A było to tak:
W wieczór wigilijny 1940 roku, jeszcze przed zmierzchem, zapukał do drzwi oficer niemiecki z zarządu fabryki. Od niedawna zajmował przyfabryczny drewniany budynek, w którym przed wojną - z racji funkcji - mieszkał ojciec Anny.
Otworzywszy drzwi, Anna zobaczyła w dłoniach oficera dwa kubły węgla. Zapytał czy może wejść do małego mieszkania.
Postawił kubła na podłodze ale rozmowa się nie kleiła, Anna nie znała niemieckiego. Dopiero gdy wrócił z fabryki jej Ojciec, który znał ten język, oficer wyjął z kieszeni i podał mu złotą papierośnicę. Twierdził, że znalazł ją w skórzanym fotelu, między siedzeniem a oparciem. Był przekonany, że papierośnica jest własnością Ojca Anny, przedwojennego posiadacza fotela i mieszkańca służbowego domu, obecnie zajmowanego przez okupantów. Napis na papierośnicy "Zawsze Twoja Niunia" nie zdradził semickiego właściciela tego cennego przedmiotu.
Anna pamiętała doskonale, że papierośnica należała do dr Jana J, z którym jej Ojciec grywał regularnie w brydża, a o którym od wybuchu wojny słuch zaginął. Milczała… Mocno zdziwiony Ojciec podziękował i odebrał od oficera papierośnicę. Po pięciu latach mógł ją oddać osłupiałemu ze zdziwienia prawowitemu właścicielowi, który teraz, w maju 1945 roku, ponownie siedział w tym samym fotelu, jak tamtego sierpniowego wieczoru 1939 , kiedy to jego papierośnica wpadła między siedzenie i oparcie skórzanego fotela.
Epilog
Papierośnica, przyzwoitość i koniec wojny 07.12.2016, 23:26
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/drukuj/papierosnica_przyzwoitosc_i_koniec_wojny_269245.html?drukuj=1 Strona 2 z 2
Doktor Jan J. uratował się z holokaustu gdzieś za Bugiem, schowany u dobrych ludzi.
Papierośnicę spieniężył, a uzyskana kwota umożliwiła mu poszukiwanie dlaszej rodziny, oraz pozwoliła przetrwać ciężki okres po wyzwoleniu. Mógł zacząć jakie takie życie. Samotnie, bo zbyt był już zbolały by zaczynać życie od początku... Leczył chorych, pomagał potrzebującym.