Kompletnie zapomniała o swojej szczęśliwej siódemce. Uśmiechała się, gdy kopałam i wierzgałam, bo nie czuła się samotna od momentu, gdy pewnego dnia Anna obudziła się z dziwnym uczuciem. – Świetnie spałam – pomyślała. Zastanawiał ją dziwny stan błogości w jaki właśnie wpadła. Czuła się nadzwyczajnie. – Jestem w ciąży – pomyślała z mieszanymi uczuciami. Nie była przygotowana na macierzyństwo. Była ładna, szalenie zgrabna, o idealnej figurze modelki. Nie bardzo miała teraz ochotę na tego "trzeciego" w jej egzystencji.
Ja
– To jest chłopak – myślała dotykając lekko brzucha. Oczywiście chłopak, bo jakżeby inaczej, cała rodzina czeka na chłopaka. Gdy oznajmiła mężowi swą niesprawdzoną jeszcze nowinę, wykrzyknął: O! Habemus Bajbus, to mamy Bajbusa! Dotknął lekko jej płaski jak deska brzuch i szepnął: Dzień dobry Trzeci. Witaj Bajbus!
Mama
Tymczasem Anna z niepokojem myślała o czekających ją długich dziewięciu miesiącach. Chodziłyśmy na wykłady: statyka, ekonomika przemysłu itd, a ja rosłam sobie w brzuchu Anny, huśtana wygodnie. Zaliczyłyśmy semestr zimowy i sesje egzaminacyjną, a na letni zabrakło nam sił. Anna bardzo życzyła sobie, aby junior urodził się właśnie teraz, w 30 urodziny męża. Kompletnie zapomniała o swojej szczęśliwej siódemce. Uśmiechała się, gdy kopałam i wierzgałam, nie czuła się samotna. Czas dłużył się. Mnie się nie śpieszyło i huśtana wygodnie przespałam wszystkie siódemki, czym zawiodłam ją po raz pierwszy. Wreszcie pierwszego wynurzyłam się z jej brzucha. Owiał mnie chłód i suchość powietrza, poczułam klapsa na pupie, po czym mój doniosły wrzask rozległ się na korytarzu...
Ołówek kopiowy położnej
– Ma Pani córeczkę – powiedziała położna. – Dziewczynka? – zdziwiła się Anna. Nie, to przecież niemożliwe, to jest syn, tak na pewno chłopak – wykrztusiła z siebie. – Jeśli Pani nie chce tej ślicznoty, to włożymy ją z powrotem – bardzo poważnie oświadczyła położna, widząc zawiedzioną minę Anny. Trzymała mnie owiniętą w kocyk i kołysała delikatnie. Ciągle czułam tego klapsa na mojej pupie i wrzeszczałam ile tylko mogłam. – Ale ma głos i płuca – westchnęła położna.
Anna była strapiona, nie wiedziała co powie mężowi, jak nazwać „to dziecko“ i w ogóle jak się takie maleństwo trzyma, przewija i kąpie. Nigdy właściwie nie trzymała w rękach noworodka. Ba! Wszystkie niemowlaki jakie do tej pory oglądała wydawały się jej prawie jednakowe i wszystkie tak samo brzydkie. Tymczasem położna bardzo troskliwie się mną zajęła, a następnie położyła mnie koło Anny. Teraz patrzyłyśmy na siebie dłuższą chwilę w milczeniu. Ona starała się zapamiętać moją twarzyczkę. Czułam jak opisywała ją w swoich myślach. Bacznie przyglądała się położnej, gdy ta obwiązywała mi rękę paskiem z wypisanym kopiowym ołówkiem nazwiskiem, do którego ona sama jeszcze się nie przyzwyczaiła. Przespałyśmy do rana. Niestety nie obok siebie. Bardzo mi brakowało jej bliskości i jej ciepła, oraz bujania. Ciągle czułam chłód i głód. Jeszcze tej nocy przyssałam się do ciepłej miękkiej góry. Pachniała mamą, ssałam z całej siły, ale głód nie ustępował, nic nie leciało. Ze zmęczenia zasnęłam.
Tata
Rankiem obudził mnie hałas. Człowiek, który stanął nade mną wrzasnął: Jaki śliczny Bajbus. Śliczne Pupi – młody mężczyzna patrzył się na mnie szarymi oczami. Miał regularne rysy, zgrabny nos, włosy zaczesane od czoła do tyłu, mocno skręcone, brązowe. – Bajbus, to ja Twój ojciec, Twój tato, a teraz Ty jesteś moje Pupi – powiedział pół szeptem, pochylając się nade mną. – Popatrz Aniu, Bajbus się do mnie uśmiecha. – Och – westchnęła Anna. – Oby Bajbus był taki jak obie bajbusowe babcie. Anna z coraz większą czułością brała mnie - Bajbusa - na ręce. Patrzyłam w oczy Annie, gdy ssałam pachnące góry, lekko dotykając piąstką jej ciała, ciała mojej mamy i zachłystując się cudownym nektarem szybko go połykałam. Martwiła się bardzo jak sobie ze mną poradzi, gdy wrócimy do domu. Przyzwyczajałyśmy się do siebie. Kilka razy dziennie pochylały się nade mną jakieś postacie, które nie szczędziły zachwytów nad „słodkością“ i urokiem Bajbusa.
Dziadek
W końcu wynieśli mnie ze szpitala owiniętą w puchowy becik wprost do samochodu, uderzyła jasność punktu na niebieskim tle. Zamknęłam oczy. Dopiero gdy pokanaliśmy ileś kroków w górę, otworzyłam jedno oko. Tata trzymał mnie w ramionach i dzwonił do drzwi, które natychmiast otworzył wysoki, prawie łysy człowiek, ale z włosami pod nosem. – Tato, to jest Mój Bajbus, moje Pupi – powiedział dumnie mój tata. Aha, więc to była prezentacja dziadkowi, i choć uwierała mnie mokra pielucha, nawet nie pisnęłam. – Gratuluję – odpowiedział. – Od teraz mój synu masz głowę pełną zmartwień przez całe życie – skwitował i mrugnął do mnie znacząco. Aha, to zapowiadało dobrą, szczerą przyjaźń z dziadziem. Mama była zmęczona i czekała na nas w samochodzie.
Sierżant
Zatrzymał nas patrol drogowy. Zwykła rutynowa kontrola. Tata bardzo zniecierpliwiony podał dokumenty swoje i pożyczonego samochodu. – Panie sierżancie, nie widzi pan? Najcenniejszy skarb wiozę! Syna wiozę, syna!. Bajbus ma 8 dni i już czas najwyższy do domu, muszę Bajbusa wykąpać, a pan nas zatrzymuje. – Bajbus! Daj głos, bo pan sierżant gotów nie uwierzyć. Usłyszawszy rozkaz nie miałam zamiaru być nieposłuszna Tacie, przecież dopiero co się poznaliśmy, zatem mimo że byłam najedzona i drzemałam wygodnie, rozdarłam się z całych sił. Mój donośny głos, który już w szpitalu wyróżniał się od innych, było chyba słychać aż na 4. pietrze w kamienicy, gdzie siedział w fotelu dopiero co poznany starszy wysoki mężczyzna, trochę zawiedziony, że na ciągłość rodu będzie trzeba poczekać.
Moja rodzina
Któregoś ranka mama pochyliła się nade mną i przyglądała się uważnie. Tak samo, jak wówczas pierwszego dnia, odrysowywała teraz z pamięci każdy szczegół z mojej twarzy. – Wiesz – zwróciła się do męża – śniło mi się, że w szpitalu zamienili nam Bajbusa. – Aniu, no co Ty, to niemożliwe, nie martw się. Nasz Bajbus jest nasz, i jest jedynym Bajbusem na całym świecie, na dodatek urodzonym w Dniu Dziecka. Nawet gdyby zamienili, to przecież wszystkie dzieci są nasze. Spij, spokojnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz